Hej, cześć, witajcie moi drodzy!
Z okazji, że nadchodzą mikołajki pragnę dać Wam mały prezento-bonusik ode mnie. Myślałam nad tym, żebyście pisali w komentarzach pytania jakie macie do danej postaci, a ta postać by odpowiadała, rzecz jasna. xD Piszcie w komentarzach co chcielibyście. Czy może być ten pomysł czy może jakiś inny. Jestem otwarta na wszelkie propozycję. Jeżeli zgadzasz się na moją propozycję to już tutaj napisz w komentarzu pytania, które Cię dręczą. c;
Oczywiście rozdział normalnie pojawi się w piątek, a to będzie taki mały bonusik na sobotę. :)
Alex umarła gdy była jeszcze mała. Teraz dostała przeznaczenie i wszystko co dotychczas miała w niebie zniknęło. Musi zacząć walczyć ze złem.
niedziela, 30 listopada 2014
piątek, 28 listopada 2014
Rozdział 16
Bunkier.
-
Jesteśmy na miejscu. – powiedział Strażnik Niebios. Dopiero teraz zauważyłam
jego francuski akcent.
Staliśmy przed dużymi, metalowymi
drzwiami. Raffie otworzył je i weszliśmy do środka. Pokój do którego weszliśmy był
najwyraźniej pomieszczeniem głównym. Ściany miały jasno-niebieski odcień. Był
wypełniony aniołami. Każdy biegał z pokoju do pokoju. Nic dziwnego, w końcu rozpoczęła
się wojna… Ehh…
-
Zaprowadzić Cię do Twojego pokoju? – zapytał Raffie.
-
Umm, dobrze. Prowadź. – uśmiechnęłam się nieśmiało.
Aria i Caroline poszły w inną stronę ze
”swoimi” Strażnikami. Wszyscy byli podenerwowani. Nikt nie zwracał na innych
uwagi. Ktoś na mnie wpadł.
-
Przepraszam. – powiedział w roztargnieniu.
-
Nic się nie stało. – patrzyłam jak odchodzi szybkim tempem.
Po kilku minutach stanęliśmy
przed drzwiami. To była winda.
-
Twój pokój znajduje się na 8 piętrze. Pomieszczenie numer 24. – powiedział i
mnie zostawił.
Weszłam do windy. Kliknęłam guzik z
numerem osiem. Winda powoli przesuwała się w górę. Po kilku minutach byłam na
ósmym piętrze. Na korytarzy o dziwo nie spotkałam nikogo. Po lewej stronie
pomieszczenia miały numery nieparzyste, natomiast po drugiej numery parzyste.
Znalazłam pokój 24. Powoli sięgnęłam po klamkę i otworzyłam drzwi. W środku
znajdowały dwa łóżka, aczkolwiek nie zauważyłam nikogo innego oprócz mnie. Pokój
był w szarym kolorze, meble były białe, natomiast podłoga była
najprawdopodobniej z metalu.
Usiadłam na jednym z łóżek i zdjęłam
buty. Ułożyłam się do snu.
-
EJ! NIE ŚPIJ! – ktoś krzyknął.
Usiadłam na łóżku i popatrzyłam się na tę
osobę. To była dziewczyna. Patrzyła się na mnie z zainteresowaniem. Miała
piękne szare oczy, jej włosy miały odcień jasnego brązu. Była ubrana w jeansy i
bordowy T-shirt.
-
Kim jesteś? – zapytałam z zaskoczeniem.
-
Nazywam się Clary Bell. – podała mi rękę. – Jestem twoją współlokatorką.
-
Dlaczego wcześniej Cię nie widziałam w szkole? – zapytałam.
-
Ohh, ponieważ ja już rok temu ją skończyłam. – uśmiechnęła się życzliwie.
-
A. Czyli ”zaawansowana” anielica? – uśmiechnęłam się.
-
Ależ oczywiście.
Roześmiałyśmy się obie.
-
Ojej, przepraszam. Nie przedstawiłam się…
-
Nic nie szkodzi. Wiem kim jesteś. Słynna Alexandra Evans.
-
Wow, aż tak jestem znana?
-
Tak. – uśmiechnęła się. – Poniekąd jest to złe. Każdy nadnaturalny o Tobie mówi…
No wiesz. Potomkini wszechmocnej Sonii. Uwierz to jest coś.
Westchnęłam.
-
Myślę, że powinnyśmy się zbierać. – powiedziała Clary.
-
Zbierać? Gdzie?
-
Nie wiesz nic o tym? Mamy dziś spotkanie strategiczne. Za chwilę się zacznie
więc chodź.
Weszłyśmy do jednego z pokoi na trzecim
piętrze. Była to sala konferencyjna. Na środku stał owalny stół. Ze znajomych
osób zauważyłam Arię, Raffiego, Mike, Luke i jeszcze pare osób ze szkoły.
Ciekawe gdzie Caro… Pośrodku siedział pan White z jakimś innym mężczyzną.
Usiadłyśmy z Clary obok siebie. Wtedy pan White zaczął.
-
Witajcie. – powiedział energicznie, a zarazem ze smutkiem. – Chciałbym Wam
powiedzieć, że związku z wojną musicie nam pomagać. Wiem, że nie każdy jest
zbytnio doświadczony. – przy tych słowach popatrzył na mnie. – Ale myślę, że
sobie poradzicie. Jutro zostanie wywieszona lista grup, które będą musiały
robić przez tydzień. Grupy będą 4 osobowe. Nie rozdzielacie się. Nigdy. To by
było na tyle… ah! Zapomniałbym! Nasze spotkania będą odbywały się co tydzień o
tej samej godzinie. A teraz Was żegnam.
Wszyscy wyszli. Udało mi się złapać
Arię przy windzie.
-
Poczekaj! – zawołałam.
Odwróciła się.
-
Co? –zapytała.
-
Jak się czujesz? – zapytałam ze współczuciem.
-
Wszystko w porządku.
-
Dlaczego nie było Caroline?
-
Ponieważ tylko zaawansowani mogą w tym uczestniczyć… - powiedziała i się
odwróciła.
Poczekałam aż pójdzie. Skoro nie ma
ochoty rozmawiać to nie ma sensu się narzucać. Pojadę za kilka minut. Ktoś za
mną krzyknął moje imię.
-
Alex! – krzyknął biegnący Luke. – Jak się cieszę, że jesteś.
Podbiegł do mnie i przytulił.
-
Yyy, Luke?
-
Przepraszam… po prostu.. martwiłem się o Ciebie. – popatrzyliśmy sobie w oczy.
Pocałował mnie, ale po chwili odsunął
się.
-
Przepraszam… - zaczął, ale ja mu przerwałam.
-
Luke, nie powinieneś mnie całować. Nigdy. Pamiętaj o tym. – powiedziałam i
weszłam do windy, która akurat wróciła. – Nawet nie próbuj tu wejść.
piątek, 21 listopada 2014
Rozdział 15
Strażnik Niebios.
Obudziły mnie jakieś krzyki za oknem.
Spojrzałam na zegarek. Była trzecia rano. Chciałam wyjrzeć przez okno ale nie
mam okna od strony dochodzącego hałasu. Ubrałam się szybko i wyszłam przed
szkołę do źródła wrzasków. Zobaczyłam różne istoty przed budynkiem. Wszyscy
byli ubrani w czarne kolory, nie widziałam nikogo ze skrzydłami. To musieli być
zabójcy, może jeszcze kilka gatunków nadnaturalnych. Wszyscy krzyczeli ŚMIERĆ DOBRU!
ŚMIERĆ ANIOŁOM!
To było okropne. Nagle całe niebo stało
się czarne. Czyżby demony? Albo… Upadli. To byli obydwoje przedstawiciele zła.
Ja stałam i patrzyłam się jak się zbierają, aby nas zaatakować. Jakaś
dziewczyna wyskoczyła z tłumu i wyrwała się w moją stronę. W sekundę znalazła
się przy moim gardle. Nie mogłam się ruszyć, nie mogłam nawet krzyknąć.
Obnażyła swoje białe kły i wgryzła się w moją szyję. Jedyne co zdążyłam
pomyśleć przed śmiercią to to, że nienawidzę wampirów.
***
Obudziłam
się cała zlana potem. To był tylko zły sen. Nic w tym złego. Przecież każdemu
śnią się koszmary.
Usiadłam
na łóżku. Rozglądnęłam się po pokoju. Aria spała, natomiast Caroline siedziała
przy biurku. Popatrzyłam na zegarek. Była piąta rano. Podeszłam cicho do Caro
żeby się przywitać i zapytać gdzie się wczoraj podziewała.
- Cześć. – powiedziałam szeptem.
Odwróciła
się szybko w moją stronę, zaskoczona.
- Oh, siemka. Nie strasz mnie! –
odpowiedziała.
- Gdzie Ty wczoraj się podziewałaś!?
- Emm, no wiesz… - spuściła wzrok. –
Musiałam się po coś udać do miasta.
- I nie wróciłaś na noc?!
- Przepraszam, mamo! – uśmiechnęła się.
Westchnęłam
i również się uśmiechnęłam.
- No dobra, a teraz drugie pytanie. Co
ty wyrabiasz o piątej rano?! Powinnaś się wyspać!
- Słucham muzyki. Nie mogłam usnąć.
- Czego słuchasz? – zapytałam pogodniej.
- The
Hanging Tree. Piękna piosenka. Może nie dla anioła,
ale…
- Mogę posłuchać? - przerwałam jej.
- No pewnie.
Podała
mi słuchawki. Już na początku piosenka wprawiała w stan kompletnego wzruszenia.
Po kilkunastu sekundach zabrzmiał głos dziewczyny. Miała przepiękny głos. Śpiewała
o tym, aby dziewczyna się powiesiła i dołączyła do swojego ukochanego. Słowa
były tak ułożone, że pewnie sama bym nie mogła się oprzeć pokusie. Po
jakiś dwóch minutach piosenka się skończyła. Czułam pustkę.
W
końcu szepnęłam do Caro.
- Coś cudownego.
- Wiem.
Ktoś zapukał do pokoju. Obydwie popatrzyłyśmy się na siebie. Próbowałam podejść do drzwi, ale ktoś mnie wyprzedził i wpadł do środka naszego pokoju. To był Strażnik, w Niebie dorośli nazywali ich tutores of Heaven. Całe jego ciało pokrywała złota zbroja, a jego skrzydła lśniły. Był wysoki i po rozmiarze zbroi widać było, że umięśniony, miał około dziewiętnaście lat.
- Zaczęło się. – powiedział głosem o niskim natężeniu.
- Co?! – krzyknęła Caro.
Obudziliśmy Arię, która teraz siedziała na łóżku wpatrując się w chłopaka, a raczej Strażnika.
- Panno Caroline West, zaczęła się wojna. – odpowiedział.
- Wo.. wojna? – zapytała niedowierzając Aria.
- Tak. Wysłaliśmy posiłki z Nieba do parku. Niestety nie wiemy nic o liczebności wroga. Prosiłbym więc abyście się ubrały i poszły ze mną do bunkra.
Wszystkie trzy zgodnie skinęłyśmy głowami.
- Poczekam przed drzwiami. Gdy będziecie gotowe po prostu otwórzcie drzwi. – powiedział i wyszedł.
Od razu rzuciłyśmy się w stronę szafy. Ja ubrałam się w moje ulubione ubranie, czyli ciemnoniebieski T-Shirt z napisem ”Hope”, czarne rurki i czarne glany. Dziewczyny ubrały się również w rurki i T-Shirt’y, ale jako buty ubrały trampki.
Gdy wszystkie się zebrałyśmy, ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je. Strażnik tak jak mówił czekał na nas.
- Tak w ogóle to jestem Raffie. – uśmiechnął się do mnie.
Wszyscy szybko poszliśmy w stronę schodów. Nikt się już nie odzywał.
piątek, 14 listopada 2014
Rozdział 14
Cześć!
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem! Naprawdę motywują do dalszej pracy :) Zachęcam do
komentowania. A teraz zapraszam do czytania rozdziału :)
Zapowiedź.
- Dyrektorze!! – krzyknęłam
zdyszana.
Odwrócił się na pięcie.
- Tak? Słucham Cię Alexandro?
- Jutro… Jutro chcą… nas…
zaatakować! – wydusiłam.
- Co jak to? – poruszył się
niespokojnie. – Nie zapowiadało się na wojnę…
- Spotkałam Cartera… On
zaproponował mi układ…. Ale go odrzuciłam…
- Spokojnie. Uspokój się.-
powiedział dyrektor. – Idź spać. Jest późno. Ja wszystkim się zajmę.
- Dobrze. – powiedziałam i
odeszłam.
Jak zwykle weszłam na trzecie piętro. Jestem
już pod drzwiami. Ktoś mnie zaczepia.
-
Alex… przepraszam. – powiedział… Luke.- zachowuję się jak debil. Przepraszam.
- Yyy…
Luke. Posłuchaj, jedno słowo nie wystarczy. Wiem, że powinnam Ci wybaczyć. Ale
nie chcę. Mam dość osób, które ingerują w moje życie. Mam dość.
A
teraz muszę już iść. Żegnaj.
- Nie,
poczekaj! – krzyknął.
Nie czekałam już na niego. Weszłam do
pokoju i zatrzasnęłam drzwi. Zauważyłam Arię siedzącą przy biurku. Miała na
sobie jak zwykle czarne ciuchy – miałyśmy podobny gust jak widać. Swoje włosy
jak nie na co dzień splotła w warkocza.
- Hej.
– powiedziałam.
- No
cześć.
- Co
robisz?
Podeszłam bliżej niej. Rysowała coś, a
raczej kogoś. Chyba to był Ash. Nie mówiąc nic odeszłam i położyłam się na
swoim łóżku, skoro jutro ma być wojna to wolę się chyba wyspać. Tak będzie o
wiele lepiej.
Jedyne co jeszcze zarejestrowałam przed
zaśnięciem to to, że nigdzie nie mogłam znaleźć Caro. Powinna już być dawno w
pokoju… ah. Może umówiła się wreszcie z Mike’m. Od dawna nie mieli dla siebie
czasu. Przynajmniej będą mieli tą jedną noc. A później… później, zobaczą co się dzieje.
***
Upadły i Anioł,
Wnet stworzą silną drużynę.
On i ona,
To oni zjednoczą Nas,
Każde z nich inną mocą się odwzorowuję,
Lecz wzajemnie się dopełniają.
Zło pod wpływem dobra,
Zmieni się,
Nie każdy w to uwierzy,
Albowiem razem złamią słowo dane przed laty.
Szczerzcie się,
Bowiem znienawidzą Was bliscy,
Tylko w dobrych duszach
znajdziecie,
Schronienie.
sobota, 8 listopada 2014
Rozdział 13
Cześć,
na
początku chciałabym bardzo przeprosić, że rozdział nie pojawił się wczoraj.
Bardzo przepraszam i oto ukazał się już 13 rozdział. Miłego czytania. :)
--------------------------------------------
Jak rozpoczęłam wojnę.
-
Skąd masz mój numer?- zapytałam Cole’a.
-Jaki
numer? O czym mówisz? – zdziwił się.
-
Mój numer telefonu… To nie Ty do mnie dziś napisałeś?
- Przykro mi ale to nie ja…
- A więc kto. – zamyśliłam się na chwilę.
- Myślę, że może to Luke.
- Oh, niee. Pewnie masz rację.
Jednakże
nie musiałam długo się zastanawiać. Usłyszałam jak z mojej kieszeni wydobywa
się cichy pomruk. Dostałam esemesa. Sięgnęłam powoli ku kieszeni. Wyciągnęłam
czarną elektroniczną zabawkę z klawiaturą. Ociągając się odblokowałam telefon.
W wiadomości było napisane ”No dobrze. Nie przyszłaś na spotkanie. Nie mam Ci tego za
złe, ponieważ może właśnie robisz coś ważnego. Do zobaczenia kiedy indziej.
Josh.” Jak
to. Czyli to Josh chciał się ze mną spotkać? Przecież… Przecież on ma cieplutką
i bezpieczną posadkę w Niebie. Pytanie, dlaczego tutaj przyleciał?
-
Cole… przepraszam. Muszę już iść.
-
Dobrze. Cześć.
-
Pa. – odpowiedziałam.
Nie zwlekałam ani chwili pobiegłam jak
najszybciej do głównego miejsca w parku. Może go jeszcze znajdę. Może… Może…
Zauważam jakiegoś blondyna. Niestety okazało się, że to nie Josh. Rozczarowana
wbiłam się w powietrze i poszybowałam nad miastem. Zatrzymałam się na jakiejś
ławce. Schowałam skrzydła, ponieważ nie wiadomo kto się tutaj kręci.
Siedziałam i patrzyłam na wszystkich
przechodniów. Marzyłam, aby być jedną z nich. Być z rodziną. Mieć normalne
życie. Ale to wszystko moja wina. Nikt inny nie zawinił tylko ja. Nagle
zauważam blondynkę, wyższą ode mnie o kilka centymetrów. Jest ubrana bardzo
wyrafinowanie, jeżeli można to tak nazwać. Ma szare oczy… Przypomina mi…
Przypomina mi Ann. Mimowolnie zaczepiam ją.
-
Przepraszam. – mówię, a ona na mnie patrzy. – Która godzina?
Również się zagapiła. Ale szybko się
opanowała i popatrzyła na zegarek na lewej ręce.
-
Jest piętnasta. Ymm, czy my się przypadkiem nie znamy? – zapytała.
Roześmiałam się.
-
Ohh, nie. Na pewno nie. – wydaję mi się, że powinnam udawać, że jej nie znam. –
Może kiedyś też panią zaczepiłam i zapytałam o godzinę?
Uśmiechnęła się.
-
Pewnie tak. – powiedziała i przygryzła wargę.
-
No cóż, dziękuję za udzielenie mi informacji. – powiedziałam.
-
Proszę. – powiedziała i odeszła.
Znowu usiadłam na ławce, lecz teraz
miałam towarzysza. Oczywiście był to… wróg.
-
Ah, witaj panno Evans! – powiedział Carter. – Jakże piękny dzień mamy,
nieprawdaż?
-
Czego pan ode mnie chce? – zapytałam. – Nie chcę narażać tych niewinnych ludzi.
-
Oh! Ależ oczywiście. Mam dla Ciebie propozycję. – uśmiechnął się. – My mamy
coś, a raczej kogoś… kogo na pewno chcecie odzyskać. A zwłaszcza Twoja jakże
urocza koleżanka!
Nienawidzę go. Przez sekundę
rozpatrzałam opcję skopania mu tyłka… ale jednak odrzuciłam tą opcję.
-
A więc Wy odzyskacie chłopaka, a my… - przerwał.
-
A Wy co?! – zapytałam.
-
A my dostaniemy waszą szkołę. – zaproponował.
-
Powiem krótko. Nie mi dane jest decydowanie za wszystkich… Jeżeli chcesz możesz
umówić się z dyrektorem na rozmowę i się dogadać.
-
Tyle, że to Ty tutaj jesteś najważniejsza i to Ty decydujesz za nich. –
odpowiedział.
-
Skoro tak to decyduję się na to aby nie rozmawiać z Tobą. – powiedziałam i wstałam.
Złapał mnie za ramię.
-
Posłuchaj, jeżeli teraz nie zgodzisz się na ugodę to wkroczymy jutro na wasz
teren. – powiedział złowrogim tonem.
-
Myślisz, że mnie przestraszysz? – uśmiechnęłam się.
Nie czekałam na odpowiedź. Zamknęłam
oczy i poczułam jak z moich dłoni buchają małe iskierki. Pomyślałam o sztylecie
i otworzyłam oczy. Właśnie trzymałam sztylet w prawej ręce. Uderzyłam nim z
całej siły w lewe ramię Cartera. Zatoczył się do tyłu i wydał z siebie
przeraźliwy jęk. Nie czekając na dalsze wydarzenia pobiegłam w stronę tłumu
ludzi. Udało mi się tylko usłyszeć jak wykrzykuje czyjeś imiona. Pewnie byli tu
cały czas i nas obserwowali, ale nie zareagowali szybko. Teraz muszę ostrzec
szkołę. Jesteśmy w niebezpieczeństwie.
piątek, 31 października 2014
Rozdział 12
I znowu to samo.
Jestem w parku. Nie widzę nikogo kto
mógłby na mnie czekać więc siadam na pobliskiej ławce z nadzieją, że podejdzie
do mnie ta osoba. Nie myliłam się. Już z dalekiej odległości zauważyłam, że w
moją stronę idzie Luke. Odwróciłam głowę o dziewięćdziesiąt stopni. Zauważam,
że w moją stronę pędzi też… Cole. Jemu przyglądam się dłużej, ponieważ wydaję
się zabawne gdy wszyscy uciekają na jego widok. Patrzę w obie strony. Zauważają
siebie. Luke zaczyna biec, natomiast Cole niewzruszony idzie cały czas
równomiernym tempem. Oczywiście pierwszy jest Luke.
-
Alex…- mówi. – Chodź za mną, dobrze? Pro..
Nie zdążył dokończyć, ponieważ pojawił
się Cole.
-
Cześć. – posłał mi szelmowski uśmiech. – Może chcesz się przejść ze mną?
Zachowywał się tak jakby Luke’a w ogóle
tu nie było. Natomiast Luke..
-
Daj jej spokój! Myślisz, że przejdzie na waszą stronę?! Nigdy. Jest uosobieniem
dobra! Nie to co ty. – ostatnie słowa powiedział z niesmakiem.
-
Dobrze, pójdę z Tobą. Chodź. – powiedziałam do Cole’a i poszłam przed siebie.
Szybko mnie dogonił i dalej poszliśmy
razem.
-
Chciałem Cię przeprosić, no wiesz... za to co zrobiłem.
-
To nie Twoja wina. Przecież to wina tego… ekhem.. Luke’a. To on cały czas
wprasza się w moje życie. Szczerze powiedziawszy, nienawidzę go za to. Chociaż
nie powinnam.
-
Gdybym z Tobą nie tańczył to by się nie stało.
-
Oh, daj spokój. – powiedziałam.
-
No dobrze. – uśmiechnął się i popatrzył w oczy.
Wtedy to znowu się stało. On stał w
ciemnym pomieszczeniu, ociekał czarną mazią. To chyba była krew.. A ja na niego
patrzyłam z przerażeniem.
-
Nic Ci nie jest? – zapytał powoli, po czym podszedł do mnie i mnie przytulił.
-
Wszystko w porządku.
Obydwoje nie zawahaliśmy się. Jego
wargi musnęły moje. Był taki ciepły jak na anioła ciemności. Pochłaniałam jego
z każdą chwilą. Tak samo jak on mnie. Po chwili wizja zniknęła.
-
Widziałeś to? – zapytałam zaskoczona.
-
Wizję? To jak się całowaliśmy a ty mnie pragnęłaś coraz bardziej? Nie. –
uśmiechnął się łobuzersko.
-
Oh! Jesteś okropny. – również się uśmiechnęłam.
-
Zapomniałbym. Tylko najpierw ładnie poproś.
-
Daj spokój! Znamy się bardzo krótko a Ty zachowujesz się wobec mnie jak do
koleżanki z dzieciństwa.
-
Raczej nie miałbym takich wizji z koleżanką z dzieciństwa. – znowu uśmiechnął
się łobuzersko.
-
Ughr! No dobra. Proszę.
-
Masz temperament jak na aniołka. Myślę, że ta informacja sprawi, że będziesz
wniebowzięta! Haha… rozumiesz? W-niebo-wzięta. Dobra nie ważne, jako upadły
muszę pracować nad poczuciem humoru. To trudne.
-
Zaraz.. pracujesz nad poczuciem humoru? – roześmiałam się.
-
Nie ważne. – powiedział i zrobił znak ręką oznaczający ”koniec tematu”. –
Powracając do informacji. Poszperałem trochę w Internecie i znalazłem gdzie
znajduję się teraz Twoja rodzina. Przeprowadzili się.
Zamarłam. Odnalazł moją rodzinę? Chyba
rzeczywiście w tym świecie każdy wie o Twoim dawnym życiu.
-
Dlaczego ta chęć pomocy z Twojej strony? – zapytałam.
Przybliżył się do mnie, tak właściwie
to do mojego ucha. Wypowiedział słowa szeptem.
-
Ponieważ bardzo Cię lubię.
piątek, 24 października 2014
Rozdział 11
Sms od nieznajomego.
Jesteśmy w gabinecie dyrektora. Aria
chciała jak najszybciej wyjaśnić co się stało. Nic dziwnego. Przecież z moich
rąk wydobyły się jakieś iskierki. Przynajmniej ją uratowałam, tak?
-
Dobrze, Ario możesz zostawić nas samych? – powiedział pan White.
-
Dobrze, do widzenia. – powiedziała i wyszła.
-
Znasz kogoś o imieniu Sonia? – zapytał gdy zamknęła już drzwi.
-
Ee. Tak. Taak miała na imię moja babcia… ale zmarła gdy miałam 4 lata. Nigdy nie spotkałam jej w
Niebie…
Spuściłam głowę, szukałam jej całymi
dniami. Nawet pytałam kilkakrotnie Boga czy nie wie gdzie jest, ale nie chciał
odpowiedzieć.
-
To dlatego, że.. – zaczął.- Była niepokonana taka jak Ty. Posiadała takie moce
jak Ty. Nawet więcej, ale myślę, że Ty również je odkryjesz. Z czasem...
-
Co z moją babcią? Gdzie jest?! –zapytałam zaniepokojona.
-
Oh, jakby Ci to wyjaśnić.. Twoja babcia była bardzo potężna, ale gdy wysłaliśmy
ją na kolejną misję.. Ona pomagała koleżance, wtedy.. – popatrzył na mnie ze
współczuciem. – zginęła, teraz znajduję w czarnej dziurze.
Zamazał mi się obraz, zwirował świat.
Zaczęłam płakać, nie mogłam tego powstrzymać. Po chwili doszedł do tego szloch.
Jak na prawdziwego anioła przystało, dyrektor przybliżył się do mnie i położył
rękę na ramieniu. Popatrzyłam na niego. Uśmiechał się, aby dodać mi otuchy.
Miło z jego strony ale nie potrzebuję współczucia. Odsunęłam się.
-
Pójdę do swojego pokoju, dowidzenia. – powiedziałam.
Nie czekając na odpowiedź z jego strony
wyszłam z gabinetu. Pobiegłam na trzecie piętro, byłam już przed drzwiami. Pokój
3B. Otwieram drzwi. Widzę przez łzy, że w pomieszczeniu są trzy osoby, Aria,
Caro i Mike. Czy ja dobrze widzę?! Aria też płacze… Mimo swoich łez podchodzę
do niej.
-
Co się stało? – pytam zaniepokojona.
-
Ashton… - rozpłakała się jeszcze bardziej.
Wiem, że na razie nic z niej nie
wyciągnę. Więc zamiast zadawać zbędne pytania, na które i tak nie dostanę
odpowiedzi przytulam ją i mówię do niej.
-
Aria, spokojnie. Nie płacz. Nic nie zdziałasz płaczem. Wiesz o tym.. –
powiedziałam.
-
Wiem... ale to takie trudne ! – i rozpłakała się jeszcze bardziej.
Płakała jeszcze pół godziny, aż w końcu
postanowiła, że położy się spać. Zasnęła bardzo szybko. Nie chcąc jej budzić,
wszyscy wyszliśmy z pokoju. Chciałam żeby mi wszystko wytłumaczyli. Co się
stało. Ale Mike nie chciał odpowiadać powiedział, że musi już iść. Takim
sposobem zostałyśmy we dwie.
-
Może Ty mi powiesz co się stało? – zapytałam, lekko zdenerwowana zachowaniem
Mike.
Westchnęła.
-
No dobrze. Jak słyszałaś coś się stało z Ash’em.. – zatrzymała się i spojrzała
w sufit, jakby chciała zatamować falę łez.
-
Czy on… umarł?
-
Oh, niee. Dla nas było by to o wiele lepsze niż to co się stało. On.. Alex
trudno mi to powiedzieć..
-
Mów! Co się z nim stało! Proszę..
-
Gdy Ty i Aria poszłyście do fryzjerki, anioły dostały wezwanie. Kolejne w tym
tygodniu. Oczywiście Ash się zgodził na udział w tym, ponieważ i tak nie miał
co robić.. Ale tam nie było tylko demonów.. Byli wszyscy. Dogadali się, a my
wysłaliśmy za mało naszych.. Dwóch zabili, a trzech wzięli do niewoli..
-
Jednym z nich był Ash.. – dopowiedziałam.
-
Tak. Stamtąd nie ma wyjścia. A jeżeli wszyscy się dogadali… To niedługo
spróbują dostać się do Ośrodka. Muszę iść. Część.
Stałam jak wryta. Nagle usłyszałam, że
z mojej kieszeni wydobywa się dziwny dźwięk. Ah, no tak. Telefon. Każdy go teraz
miał.. Dostałam sms’a od.. nieznanego numeru. Napisał ”Hej, Alex. Możesz się
ze mną spotkać?”. Odpisałam
”Kim jesteś?!”. On ”Obawiam
się, że gdy dowiesz się kim jestem nie będziesz chciała przyjść. Proszę, bądź w
parku za 10 minut.” Dobrze,
a więc pójdę do parku i zobaczę kim jest ta osoba..
wtorek, 21 października 2014
Informację :)
Hej,
cześć, witajcie!
Przepraszam ale dziś nie będzie nowego rozdziału. Mam tak
zawalone wtorki, że posty nie będą się już pojawiać w ten dzień. Od teraz
rozdziały będą się pojawiać RAZ TYGODNIOWO, w PIĄTKI. Oczywiście będą to późne
godziny, typu 2100 czy 2200, jak do tej pory.
Dziękuję za
uwagę i do zobaczenia w piątek! ;)
sobota, 18 października 2014
Rozdział 10
Dziwniej i dziwniej.
Najpierw musiałam zapytać się dyrektora
czy mogę pójść z Arią do miasta. Oczywiście dostałam pozwolenie. Przeszłyśmy
już połowię drogi.
-
Na pewno mam nie chować skrzydeł? Nie zobaczą? – upewniam się po raz trzeci.
-
Chyba nie. Zresztą nikogo tu nie znajdziesz, to odludzie. O i zapomniałabym nasza fryzjerka nie jest
człowiekiem. Jest wilkołakiem. – uśmiechnęła się.
-
Okej.
Jesteśmy pod drzwiami. Wchodzimy.
-
Oh, Aria! Cześć. – podbiegła do Arii i przytuliła ją.
Miała krótkie brązowe włosy, zawiązane
w kucyka. Była mniej więcej mojego wzrostu. Jej skórę pokrywały ciemne włosy,
zbyt obficie. No tak przecież jest wilkołakiem.
-
Cześć, Jen. To jest Alex. – przedstawiła mnie Aria.
-
Wow, w stu procentach wyglądasz jak anioł! – zachwyciła się Jennifer. – Chcesz przemalować
włosy? Mają taki piękny odcień!
-
Um… Serio? – zapytałam lekko zaskoczona.
-
Tak. Ja bym ich nie przemalowała!
-
Ja też! – dodała Aria.
No świetnie teraz mam dylemat. Może
jednak poczekam z tą decyzją do halloween. Caroline mówiła, że wtedy każdy może wyjść do
ludzi, bo nawet jeżeli ktoś zauważy nasze skrzydła to pomyśli, że się
przebraliśmy. Dobra, poczekam do halloween. Przecież 31 października to
niedaleka data, zważając na to, że mamy dziś już 18 października.
-
Dobrze, to może jednak dziś jeszcze nie chcę. Ale nie odejdę od chociaż jednej
zmiany. Jesteś piercerem, prawda?
-
Tak.
-
Zrobisz mi kolczyka w lewej brwi? – zapytałam.
-
Na to się zgodzę. – uśmiechnęła się. – Siadaj tam.
Usiadłam na krześle, które mi wskazała.
Nie minęła minuta, a już przyszła z wszystkim co potrzebne.
-
Rozluźnij się. Nie będzie bardzo boleć. – powiedziała uspokajającym głosem.
Zamknęłam oczy, wolałam nie widzieć
tego całego sprzętu. Rozluźniłam się, a Jennifer przeszła do roboty. Poczułam
rękawiczki jak jej rękawiczki stykają się z moją twarzą i profesjonalnie
układają się na niej. Potem wyczułam jak coś przebiło mi skórę, ale nie bolało.
-
Otwórz oczy. – powiedziała Jennifer, a ja zrobiłam to co kazała. – Pięknie.
Popatrz w lustro, o i mam nadzieję, że kolczyk się spodoba.
W lustrze ujrzałam siebie. Blond włosy
opadały mi bezwładnie na ramiona, a twarz była nieskazitelnie… czysta. Zero krwi.
Tylko makijaż. Popatrzyłam na lewą brew. Na końcu był srebrny kolczyk,
zakończony z obu stron ćwiekami. Ładny.
-
Dzięki. – uśmiechnęłam się do niej.
W normalnym życiu pewnie zapytałabym
się ile płacę, ale nie w tym. Tutaj wszystko było za darmo. Dosłownie.
Wystarczyły serdeczne i szczere podziękowania i uśmiech na twarzy. Tylko tyle.
Jennifer zapytała się czy chcemy zostać jeszcze ale zgodnie odpowiedziałyśmy
przecząco. Niedługo po tym pożegnałyśmy się i wyszłyśmy.
-
No, teraz będziesz miała na co poderwać Luka! – powiedziała Aria.
-
Ha, ha. Nie chcę go podrywać. – odpowiedziałam.
-
Jak to? Ślinicie się obydwoje jak tylko się zobaczycie. Ja to widzę, i jeszcze
jak patrzysz na niego!
-
Oh, daj spokój! – powiedziałam.
-
Kogo to widzę, pannę Hudson i pannę Evans… - odwróciłyśmy się gwałtownie w
stronę… uzbrojonego człowieka.
Był umięśniony, w średnim wieku,
oczywiście był wyższy ode mnie i to o jakieś 20 centymetrów. Towarzyszyło mu
dwóch chłopaków w naszym wieku, obydwaj mieli po około 180 centymetrów wzrostu
i byli tak samo umięśnieni i uzbrojeni po uszy jak tamten.
-
Carter… - powiedziała wrogo Aria.
-
Panno Hudson, proszę nie być do mnie wrogo nastawionym. Nic pani nie zrobię.
-
Tak jasne. – powiedziała i wyciągnęła nóź.
-
Ario, nie bądź niemądra. Nas jest trzech a wy… ona nie jest uzbrojona. –
powiedział jeden z chłopców.
-
Zapomnieliście, że nie macie takiej siły jak ja. – powiedziała i rzuciła się na
mężczyznę w średnim wieku nazwanego
wcześniej Carterem.
Miała przewagę przez kilka sekund,
ponieważ tamci oniemieli z wrażenia, że w ogóle postanowiła walczyć. Później
było coraz gorzej. Rzucili się na nią wszyscy trzej, a ja tylko patrzyłam.
Związali ją stalowymi sznurami. Odwrócili się w moją stronę. Nie wiedząc co
robić rozwinęłam skrzydła na całą rozpiętość, a z moich rąk błysnęły biało-złote
iskierki. Ułożyły się w sztylet albo coś podobnego, rzuciłam tym w Chłopaka po
prawej, ryknął z bólu gdy dostał w ramię. Popatrzyli po sobie oniemiali. Carter
rzucił we mnie swoim sztyletem i uciekł, tamci zrobili to samo. Sztylet nawet mnie
nie dotknął. Zatrzymał się centymetr od mojego ciała a potem upadł na ziemię,
jakby stracił moc. Podbiegłam do Arii, żeby uwolnić ją z więzów. Patrzyła na
mnie ze zdumieniem ale nie odezwała się ani słowem.
Resztę drogi do szkoły przemierzyłyśmy w
milczeniu.
wtorek, 14 października 2014
Rozdział 9
Zaczyna robić się
dziwnie.
-
UWAGA! Proszę się ewakuować! Szybko! Każdy do schronu! Zaatakowano nas! –
rozbrzmiał głos dyrektora w szkolnych głośnikach.
-
Szybko zbiórka! – powiedział Pan Wallis. – Nie obijać się!
Wyszliśmy z Sali nr 9 i szybko
poszliśmy w stronę schodów. Nikt się nie ociągał więc poszło naprawdę szybko. Byliśmy
już przed wejściem do schronu. Teraz już tylko mieliśmy stać w szeregu i czekać
na inne klasy oraz na dyrektora, który po raz trzeci w tym dniu powie, że
wykonaliśmy dobrą robotę. Ćwiczymy to już od rana. Podobno ma być to ostatni
raz. Jeżeli tak to ostatnią lekcją będzie historia. Ciekawi mnie to. Naprawdę.
Przyszedł dyrektor.
-
No, bardzo dobrze się spisaliście! – powiedział.
-
Po raz trzeci…- usłyszałam cichy pomruk kogoś z tyłu.
-
Na dziś to koniec. Następne ćwiczenia odbędą się za miesiąc. Idźcie teraz na
ostatnią lekcję. Do widzenia!
Pobiegłam do Sali. Podeszłam do mojej
ławki i wzięłam z niej zeszyt i długopis. Teraz zeszyt był inny. Nadal byłam
tam ja ale wyglądałam inaczej. Miałam czerwone włosy. Suknia była pół czarna
pół biała, bez ramiączek, długa. Wzrok zwisł na jakimś punkcie u góry. Nie
zastanawiając się poszłam na lekcję historii.
-
Dobrze, dzisiejsza lekcja będzie o zabójcach. – zaczęła pani Allen. – Wiecie,
że każdy gatunek ma swojego zabójcę. Ale my mamy ich więcej niż inni. Chcą nas
zabić, między innymi: upadli, demony, wampiry… Zresztą nie ważne. Każdy ma to
wykute. Ale nie wiecie, że są zabójcy, zabójcy aniołów. Kto mi powie jak zwiemy
ich po łacinie?
- Precussor angeli. – odezwałam się nagle.
- Bardzo dobrze, panno Evans. – uśmiechnęła się do mnie.
- Chcę was przed nimi ostrzec. Są niezwykle zwinni i silni, jak na swoje pochodzenie…
- Z jakiego gatunku pochodzą? – ktoś zapytał.
- Są ludźmi. Ale obdarzonymi niezwykłymi darami. Niestety używają daru przeciwko dobru. Z tego co wiem każdy człowiek jest zabójcą, lecz nie każdy to odkrywa.
Zadzwonił dzwonek. Zebrałam się i ruszyłam w stronę drzwi ale pani Allen mnie zatrzymała.
- Panno Evans! Proszę poczekać.- zawołała.
Oho. Czyżbym coś źle zrobiła? Niee. Uważałam na lekcji. Nawet się odezwałam.
- Skąd wiedziałaś jak ich nazywamy po łacinie? Znasz łacinę? – zapytała zaciekawiona.
- Nie, nie znam. Nagle wpadło to do mojej głowy.- odpowiedziałam.
- No dobrze, jeżeli nie chcesz mówić to nie naciskam.
- Ale mówię prawdę pani Allen. Tak po prostu wpadło mi to do głowy.
- Dobrze, wierzę Ci, a teraz zmykaj.- powiedziała i odwróciła się w stronę biurka.
Wyszłam pospiesznie z Sali i pobiegłam do pokoju. Zastałam tam tylko Arię, ponieważ Caro umówiła się z Mike’m na randkę. Podeszłam do szafki nocnej i odłożyłam zeszyt i długopis.
- Hej, jak poszło? Rozbolała mnie już głowa od tego alarmu… mogliście mi tego oszczędzić. – powiedziała Aria.
- Super, znikąd przyszło mi do głowy jak po łacinie mówią na zabójców aniołów. Ehh.
- Może usłyszałaś jak ja coś mówiłam o nich i skojarzyłaś?
- Może. – powiedziałam z nadzieją. – Aria?
- Tak?
- Chcę wyjść na zewnątrz i pójść do fryzjera. Chcę przefarbować włosy na czerwono.
- Serio? Ekstra! Pójdziemy za godzinkę. Teraz daj mi posłuchać nowego teledysku Taylor Swift!
- Okej. – powiedziałam i usadowiłam się na łóżku.
Wzięłam Lunę na kolana. Na szczęście zmieniła się po godzinie w swoją normalną postać i teraz jest normalną, białą kotką…
sobota, 11 października 2014
Rozdział 8
Przemiana.
Poszliśmy razem tańczyć. Schowałam
skrzydła żebym mogła normalnie tańczyć. Dobrze, że zdążyłam się tego nauczyć.
Piosenki były różnorodne ale na szczęście żadna nie była powolna. Nie musiałam
być blisko niego. Po pierwszej piosence zaczął rozmowę.
-
Jestem zdziwiony, że potrafisz tańczyć. – powiedział Cole.
-
Niby dlaczego? – zapytałam.
-
No wiesz. Zginęłaś w bardzo młodym wieku. – wyjaśnił i popatrzył ze
współczuciem.
-
Od kiedy to upadły jest miły i współczujący?
Spoważniał.
-
Mamy uczucia. Nie jesteśmy demonami.
-
Mówiono mi, że jesteście inni. Jestem zdziwiona.
Ktoś odkrząknął. Odwróciłam się. To był Luke.
Co on tutaj robi?!
-
Cześć, Alex. – powiedział. – Możemy porozmawiać?
-
Nie widzisz? Tańczę. – powiedziałam zła.
-
Widzę. Widzę też, że tańczysz z niewłaściwą osobą. – powiedział i popatrzył
spode łba na Cole’a.
-
Masz jakiś problem, chłoptasiu? – powiedział Cole.
-
Tak. Nie zbliżaj się do niej. – powiedział wściekle Luke.
-
Bo co mi zrobisz?! Spróbujesz pobić? Czy stworzysz chore plotki na mój temat? –
odpowiedział Cole.
-
Przestańcie! – krzyknęłam, a oni się na mnie popatrzyli. – Mogę rozmawiać z kim
chcę.
Powiedziałam i poszłam jak najszybciej
do budynku. Nie odwróciłam się ani razu. Nikt nie ma prawa mówić mi co mam
robić. Ehh. Jestem już przed pokojem. Pukam do drzwi i wchodzę.
-
O cześć. – mówi Aria. – Co tak wcześnie?
-
Daj mi spokój. Dobrze? – powiedziałam i rzuciłam się na łóżko.
Wzięłam Lunę na łóżko i zaczęłam do
niej mówić.
-
Dlaczego każdy chcę mnie kontrolować?! Nie jestem kukiełką. Mogę robić co chcę
i kiedy chcę… przecież to nie fair… prawda? – poleciała mi łza.
Wtedy błysnęło oślepiające światło.
-
Co jest do cholery?! – rzuciłam.
To Luna… ona przemieniła się… w…
lamparta?! Ale… ona była czarna. Szybko wyskoczyłam z łóżka. Dla upewnienia
się, że to Luna sprawdziłam czy ma znak. Ma na lewym udzie widnieje srebrny
półksiężyc. Jak to możliwe?!
-
Luna? – powiedziałam przerażona.
-
Miauu!
-
Co jest…!? – krzyknęła Aria.
-
To Luna! Ona jest lampartem! Przemieniła się! – krzyczałam.
-
Dlaczego krzyczy… - przerwała. – CO TO?! DLACZEGO MACIE TU LAMPARTA?!
-
To Luna! Przemieniła się!
Podeszłam powoli do Luny i przytuliłam
się do niej. W trakcie dziewczyny piszczały z przerażenia. Ale ona nic złego mi
nie zrobiła. Tylko polizała mnie po twarzy…
wtorek, 7 października 2014
Rozdział 7
Ognisko.
Już jest
18.00 a ja nadal stoję przed lustrem. Nie mam pojęcia w co się ubrać. Zapytam
Arii, o ile mi odpowie.
- Aria? - mówię.
- Tak? Oh, nie masz czego włożyć? Weź tą skórzaną miniówkę,
obcisły top i buty na obcasie. – powiedziała bez zastanowienia.
- Skąd wiedziałaś, że chce się o to zapytać?! – dziwię się.
- Ee… bo wiesz, o co możesz mnie pytać o tej porze? Ubieraj
się i maluj. Mniej gadania więcej robienia. Już się spóźniłaś!
Szybko
wybrałam rzeczy z szafy i pomalowałam się. Przed wyjściem nakarmiłam Lunę. W
ogóle nie mam dla niej czasu. Ale myślę, że jej to nie przeszkadza. Śpi do
południa i niczym się nie przejmuję. Rozleniwiłam ją. Stojąc przy drzwiach,
zauważyłam, że Aria siedzi ciągle w tym samym miejscu.
- Nie idziesz? – zapytałam.
- Przepraszam Cię, ale boli mnie głowa. Nie dam rady. Ale
na ognisku będzie Caroline, Mike i… Luke. – gdy wymieniła jego imię uśmiechnęła
się do mnie.
- Noo doobra. Ten jeden raz Ci odpuszczę. Powiedzieć Ash’owi
żeby przyszedł do Ciebie? – zapytałam z troską.
- Niee. Chcę być sama. Idź już, pa.
- Pa. – powiedziałam i wyszłam.
Na parterze
zauważyłam Caro i Mike. Caroline była ubrana w niebieską sukienkę na ramiączka,
natomiast Mike w brązową koszulkę i dżinsy. Podeszłam do nich.
- Hej, nie idziecie? – zapytałam zdziwiona.
- Oh, jesteś! Czekaliśmy na Ciebie. – powiedziała radośnie.
- No to chodźmy. – powiedział Mike.
Poszliśmy we
trójkę. Idąc nie zauważyłam Luke’a. To dobrze. Po tym co stało się na Sali nie
chcę mieć z nim chwilowo kontaktu.
***
Impreza przy
ognisku się coraz bardziej rozkręcała. Ale teraz przyszedł dyrektor razem z
pięcioma osobami. Pewnie to upadli, bo gdy inni ich zauważyli przestali
tańczyć. Jak dla mnie nie wyglądają źle. Każdy z nich jest podobnie ubrany.
Oprócz jednego chłopaka. Ma czarne, niedługie włosy i chyba czarne oczy nie
mogę dokładnie zobaczyć z tej odległości. Jest ubrany w niebieską koszulę i
czarne dżinsy. Podsumowując, jest przystojny. Nawet bardzo.
- Alex… - zaczyna Caro. – To jest, Cole. Nie patrz się tak
na niego.
- Niby jak?! – mówię zdezorientowana.
- Jakby był najprzystojniejszym chłopakiem na świecie.
- Bo jest. – ups, wyrwało mi się.
- Alex! – zaczęła mówić troszkę głośniej.
- Ciii. – uciszyłam ją. – Pan White będzie mówił.
- Witajcie moi drodzy! – powiedział. – Dziś będziecie bawić
się wraz z waszymi kolegami. Oto oni. Cole, który jest u nas bardzo sławny.
America, Tobias, Derek i Kylie. Ja już muszę się z wami pożegnać. Do widzenia. –
powiedział i poszedł do szkoły.
Inni zaczęli
znowu tańczyć. Zauważyłam, że jeżeli ktoś miał swoją drugą połówkę to nie odstępował
jej na krok. Dziwne. Usiadłam na ławce i patrzyłam w niebo. Kątem oka zauważyłam
jakiś ruch. Rozglądnęłam się i zauważyłam, że usiadło koło mnie… Cole.
- Witaj. – powiedział. – Alex, prawda?
- Tak. – odpowiedziałam. Patrzyłam się wszędzie tylko nie
na niego. Nie chce żadnego innego incydentu z wizją. – Skąd wiesz jak mam na
imię?
- Cały świat nadnaturalnych o Tobie wie. – przysunął się o
kilka centymetrów. – Czy aby na pewno jesteś aniołem? No wiesz, nie patrzysz mi
się w oczy i ubierasz się na czarno…
- Tutaj większość osób ubiera się na czarno. Muszę iść.
- Zaczekaj! Zatańczymy? - krzyknął za mną.
Odwróciłam
się.
- Na dowód, że jestem aniołem powiem, że zgodzę się.
wtorek, 30 września 2014
Rozdział 5
Luke.
Boom….
Przywaliłam głową w ścianę.
- Aghr…. Ała!! Cholera ale boli! Ał… - krzyknęłam.
- Oh. Daj spokój wreszcie, dziś już się nie
nauczysz odpowiednio hamować. – powiedziała Caroline.
- Nie. Dam radę.
- Chcesz jeszcze kilka siniaków? Serio?!
- Tak. Idź na zajęcia.
- A ty? – popatrzyła na mnie dziwnie.
- Poćwiczę. Przecież nie będę szła na matematykę…
- uśmiechnęłam się.
Ćwiczyłam
to jeszcze godzinę, ale potem przyszła jakaś banda umięśnionych kolesi i mi
przerwali.
- Hej, aniołku co ty tutaj robisz? – powiedział
jakiś koleś. Był wysoki, wysportowany a jego włosy były lekko kręcone w kolorze
blond.
- Przepraszam, nie wiedziałam, że ktoś będzie
miał jeszcze lekcje.
- Mamy trening koszykówki, nie lekcje. –
powiedział ktoś z tyłu.
- Oh… Już idę. Przepraszam. – Spuściłam wzrok i
wyleciałam.
Mogła
mi powiedzieć, że ktoś tu będzie. Zabije. Wyszłam na idiotkę. Ale to moja wina…
gdybym nie ćwiczyła to niestało by się to… Ktoś złapał mnie za ramię.
- Ej. Nic się nie stało. – uśmiechnął się do mnie
ciepło. – Jestem Luke. A ty?
- Alex. – uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Ładnie. Nowa uczennica?
- Tak.
- Jeżeli masz jakieś problemy z oswojeniem się
tu, to przyjdź o 14 do biblioteki. – powiedział i poszedł w stronę Sali
gimnastycznej.
Na pewno przyjdę. Pomyślałam.
*****************************
- Oooh! Luke zainteresował się Tobą… Eh!
Szczęściara.. To jest najprzystojniejszy chłopak w ośrodku! Yyy… oczywiście
zaraz po moim! – mówiła Aria.
- Powinnam nie pozwolić Ci zostać w sali! –
roześmiała się Caro udając poważną.
- No pewnie. Najlepiej zamknijcie mnie w klatce.
- Nazwał Cię aniołkiem? – zapytały.
- Mówiłam
już 100 razy, że tak! Jejku!
- Wiedziałam, że matma jest nudniejsza od takich
ćwiczeń…. –powiedziała Caro i wszystkie się roześmiałyśmy.
- Co zakładasz na siebie? – zapytała Aria.
- Em… Nie za bardzo wiem jakie mam ciuchy w tej
szafie… No ej! Jest ogromna. – znowu się roześmiałyśmy.
- Może załóż sukienkę?- zaproponowała Caro.
- Nie idę na randkę. Założę czarne wytarte rurki,
biały T-shirt i glany. – powiedziałam – Nawet go nie znam.
- Oj tam! – powiedziała Aria. – O patrz! Już
13.50… Biegnij!! Wiesz gdzie jest biblioteka?
- Y. Tak, tak wiem. Dobra cześć.
Po
pięciu minutach byłam już na miejscu. Zauważyłam go, siedział i czytał jakąś
książkę… Miał na sobie czerwoną koszulkę i ciemne dżinsy. Zauważył mnie.
- O hej! Siadaj. – uśmiechnął się.
- Hej. – usiadłam na wprost niego.
- Ładne kreski. – popatrzył mi w oczy, powoli się
roztapiałam.
Jego
oczy są koloru, koloru… niebieskiego ale nie takiego ciemnego, jak burza.
Przyglądnęłam się też czy ma kolczyki i tatuaże. Nie zauważyłam ani tego ani
tego. Dziwne. Większość osób tutaj ma to.
- Dzięki.
- Posłuchaj mnie. Nie bez powodu zwróciłem na
ciebie uwagę. Twoje skrzydła… Wiesz, że masz nam pomóc. Bóg się ze mną
kontaktował. Twoje nauczanie będzie przyspieszone. Nauczysz się podstaw,
ponieważ reszta nie jest Ci potrzebna. – przerwał, czeka na moją reakcję.
- Dobra. W sumie i tak wszystko mi jedno. Tyle?
Jeżeli tak to pozwól, że już pójdę. Żegnam.
- Poczekaj…
Ale
ja już nie patrzyłam na niego tylko na drzwi, odeszłam. Przyspieszone
nauczanie, no świetnie. Ktoś mnie zaczepia.
- Adelajda Alexandra? –pyta jakaś dziewczyna, nie
zwracam za bardzo na nią uwagi.
- Ta. Czego chcesz? – powiedziałam zła. Nie
powinnam się na niej wyżywać ale nie potrafię. Zawahała się.
- To list do Ciebie. Od… - zerknęła na niebieską
kopertę. – Od Josha. Proszę.
- Dzięki…
Josh
o mnie pamięta? Muszę jak najszybciej otworzyć list… ale najpierw muszę biec na
trzecie piętro do mojego pokoju. Ehh…
Subskrybuj:
Posty (Atom)
